Postanowiłam sobie, że w listopadzie nie kupię nic kosmetycznego i przechodzę na odwyk. Jak zwykle poszło mi świetnie i efekty mojego postanowienia możecie zobaczyć poniżej:]
Pages - Kontakt
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alicja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alicja. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 25 listopada 2013
czwartek, 14 listopada 2013
Meteorites Cruel Gardenia Illuminating Iridescent Powder od Guerlain- swatch
Dziś szybko i krótko, bo ostatnio zupełnie opuściła mnie wena. To pewnie przez znienawidzony listopad. Byle do wiosny... Cruel Gardenia od Guerlain to chyba jedyny rozświetlacz, którego Monika jeszcze nie ma, ale obie wiemy, że to się pewnie wkrótce zmieni. Gardenia zadebiutowała na początku 2012 roku jako element limitowanki i zniknęła z półek sklepowych właściwie natychmiast po premierze. Kosmetyk jest raczej niedostępny, ale radzę szukać na lotniskach, może ktoś będzie miał szczęście.
poniedziałek, 4 listopada 2013
MAC Retro Matte- Relentlessly Red. Swatch'e
Obiecałam sobie, że nie kupię już żadnej szminki. Nie tylko złamałam obietnicę, ale również kupiłam szminkę w takim samym kolorze jak 90% mojej kolekcji pomadek, którą możecie obejrzeć TUTAJ. What is wrong with me? no ale MAC to MAC. W dodatku pomadka jest idealnie matowa i wygląda jak zamsz na ustach. Generalnie nie jestem jakoś zachwycona samą marką. Cienie mnie zawiodły (ale to raczej nie dziwne, skoro spodziewałam się, że same będą malować), podkład zupełnie mnie rozczarował. Zadowolona jestem jedynie z pędzelka 217, korektora studio finish i szminki. Ja chyba mam jakiś radar na ten różowo-czerwony kolor. Wchodzę do MACa i pierwsze co widzę to ta pomadka. Biłam się z myślami do czasu, kiedy pomalowałam nią usta. Perfect match! Retro Matte nie należy do najłatwiejszych w obsłudze kosmetyków plus trzeba mieć bardzo zadbane usta, żeby szminka wyglądała idealnie. Ale może po kolei.
sobota, 26 października 2013
Real Techniques Miracle Complexion Sponge czyli tańszy odpowiednik Beauty Blender'a
Nie było mnie wieki na blogu. Znowu. Spędziłam prawie dwa tygodnie w Londynie i mimo, że obiecałam sobie wrzucić przynajmniej dwa posty w tym czasie, nie udało mi się napisać ani jednego zdania. Ale za to zrobiłam kilka swatchy, które postaram się wrzucić w jakimś zbiorczym poście. Londyn niezmiennie zachwyca. Tym razem udało mi się zwiedzić najsłynniejszy dom towarowy na świecie- Harrods. Specjalnie użyłam słowa "zwiedzić", bo to miejsce się podziwia, niczym galerię sztuki. W Harrodsie jest WSZYSTKO. A z Beauty Department i perfumerii trzeba było mnie wyciągać siłą. Linie perfum stworzone specjalnie dla Harrodsa, edycje limitowane kosmetyków, których nie znajdziemy w żadnym innym sklepie. Disneyland! Ale o tym postaram się napisać w kolejnym poście. Dziś najnowsze dziecko youtubowej guru Samanthy Chapman- Miracle Complexion Sponge czyli odpowiednik Beauty Blendera. O zakupie gąbeczki myślałam już od jakiegoś roku, ale wydatek rzędu 80 zł za różowe jajko to według mnie jakieś nieporozumienie. Tym bardziej, że nie bardzo chciało mi się wierzyć w spektakularne efekty. Miracle Sponge kupiłam w Bootsie za 6 funtów (ok 30 zł). Niby też niemało, ale przynajmniej Samantha Chapman podpisuje się pod nim swoim nazwiskiem. Za odpowiednik BB musiałabym zapłacić pewnie około 20 zł.
Obietnice Real Techniques: Idealnie rozprowadzony i wtopiony w skórę podkład, czego efektem jest nieskazitelny makijaż w jakości HD.
Gąbeczka 3w1:
1. Zaokrąglona strona- muskamy lub stemplujemy większe powierzchnie twarzy
2. Ścięty rant- okolice oczu i nosa, ale również doskonale się sprawdzi na całą twarz
3. Precyzyjny szpiczasty koniuszek- przebarwienia i niedoskonałości (aplikacja korektora).
Jeśli chcemy uzyskać minimalne lub lekkie krycie wystarczy rozetrzeć podkład na twarzy przy użyciu gąbki (tak jak pędzlem), w przypadku większego krycia wciskamy aplikator w skórę (stemplujemy). Gąbeczki możemy również używać do aplikacji kremowych róży, bronzerów i pudrów w kamieniu, używając zaokrąglonej strony. Na końcu wpisu zamieszczę link z tutorialem Samanthy.
Jak jest w rzeczywistości? Aplikator faktycznie świetnie rozprowadza podkład i jest bardzo łatwy w użyciu. Cera jest gładsza i wyrównana. Nie ma mowy o efekcie maski i smugach. Buzia wygląda świeżo i zdrowo. Nałożenie podkładu trwa trochę dłużej niż palcami, ale i tak efekt jest tego warty. Niestety trzeba się liczyć z tym, że aplikator zżera więcej podkładu niż w przypadku palców czy pędzla, ale w końcu gąbki mają to do siebie, że pochłaniają wodę. Może inaczej będzie w przypadku podkładów mineralnych. Dla mnie najważniejszą zaletą aplikatora jest widoczne zmniejszenie porów. Niestety MCS nie wpływa na trwałość makijażu. Pamiętajmy, że tak jak w przypadku Beauty Blendera, gąbeczkę należy najpierw zwilżyć wodą.
Miracle Complexion Sponge vs. Beauty Blender
Niestety oryginalny BB miałam okazję jedynie macać, więc oba produkty porównuję pod względem wizualnym. Według mnie Beauty Blender ma bardziej spoistą i gładką strukturę, jakby lateksową, na Miracle Sponge z kolei wyraźnie widać "pory". Dodatkowo Beauty Blender jest bardziej sprężysty, odbija się od skóry, MCS w tej kwestii przypomina zwykłą gąbkę. Jeśli chodzi o kolor, to oczywiście bardziej podoba mi się neonowy róż BB, ale mam nadzieję, że na pomarańczowym mniej będzie widać ślady po podkładzie.
Swoją gąbeczkę myję po każdym użyciu delikatnym szamponem, ale chyba zmienię na coś antybakteryjnego (boję się myśleć co się będzie działo wewnątrz gąbeczki po pół roku stosowania). Na chwilę obecną jestem bardzo zadowolona i nie planuję powrotu do pędzla, ale oczywiście napiszę recenzję podsumowującą za kilka miesięcy. Oryginalnego Beauty Blendera na pewno nie kupię, bo uważam, że cena jak na polskie realia, za gąbeczkę, która trzeba wymieniać przynajmniej co pół roku jest zdecydowanie za wysoka. Poza tym podobno nie ma wielkiej różnicy w efekcie końcowym.
A tu tutorial Samanthy z kanału pixiwoo, z Miracle Complexion Sponge w roli głównej:
Gdzie kupić aplikator? niestety nie jest dostępny stacjonarnie. Widziałam pojedyncze sztuki na allegro, ale cena jest ok. 10 zł wyższa niż w UK.
Macie oryginalnego Beauty Blendera? Jak wrażenia?
A.
czwartek, 3 października 2013
DIY: pleciona torba z gazety /newspaper woven purse
Na stracie bloga, napisałam w dziale o mnie, że próbuję swoich sił w DIY. Do tej pory na na blogu pojawił się tylko jeden wpis z tej kategorii: Ombre Shorts. Naprawdę świetny wynik. Jakiś czas temu w mojej firmie ogłoszono konkurs pod tytułem "Drugie życie produktu". Zadaniem było zrobienie rzeczy użytkowych, bądź ozdobnych, z materiałów nadających się do recyklingu. Konkurs trwał dwa miesiące, a ja za robotę wzięłam się przedostatniego dnia. Czyli standardowo. Inspiracji szukałam głownie na pinterest. Na pomysł zrobienia torby wpadłyśmy z siostrą i przyjaciółką (gracias!:)), ale nie do końca wiedziałyśmy jak to wszystko ze sobą połączyć. W pracę zaangażowana była cała rodzina. Taki mały sweatshop. Nie wiem ile czasu spędziłam na wycinaniu i sklejaniu pasków, ale po paru godzinach żałowałam, że się za to zabrałam. Plotłam, plotłam i sama nie wiedziałam jaki kształt będzie miała torba. Ostatecznie rezultat przerósł moje najśmielsze oczekiwania.Wykończeniem i paskami zajął się już mój tata, bo sama na pewno nie dałabym rady.
![]() |
poniedziałek, 30 września 2013
From Russia with Love: Pielęgnacja włosów cz.1
O rosyjskich kosmetykach dowiedziałam się z blogów Anwen i Siempre la Belleza jakieś półtora roku temu. Od razu w głowie pojawiła się wizja gęstych i lśniących włosów do pasa, a że z natury włosy mam cienkie, rzadkie i łamliwe, wizja ta była "bardzo" realna. Nie wiem czy mogę nazywać się włosomaniaczką. Na początku byłam mega wkręcona i skrupulatnie olejowałam włosy przed każdym myciem. Zrezygnowałam z SLSów i silikonów i stosowałam jedynie pielęgnację rosyjską. Efekty może jakieś tam były, ale nie oszukujmy się, przy moich włosach raczej ciężko o wielkie wow. Gęstości ani struktury włosa nie zmienię. Poza tym w tamtych okresie miałam jeszcze blond platynę na głowie. Kupiłam wszystko co możliwe ze sklepu Kaliny, a że jeszcze było mi mało pojechałam do Kaliningradu na zakupy. W drodze powrotnej wpadłam w panikę, ze zgarną mnie za przemyt, bo kto normalny wiezie 15 butelek kosmetyków na potrzeby własne?...Właściwie większość już zużyłam/oddałam i sama nie wiem co dalej. Straciłam zapał i chyba jestem w fazie totalnego zaniedbania włosowego. Zdarza się, ze używam tylko szamponu, bo odzywki po prostu mi się nie chce. No ale nie o jesiennej depresji pielęgnacyjnej miało być, a o rosyjskich kosmetykach. Używacie rosyjskiej pielęgnacji? Jakie macie zdanie na ich temat?Ja mam dość ambiwalentne odczucia. Są produkty, które kocham miłością wieczną, ale jest też kilka bubli. To akurat zdarza się każdej firmie, nie tylko kosmetycznej. Zastanawia mnie fakt, że kosmetyki te są zupełnie niepopularne w Rosji. Natura Siberica jest marką coraz bardziej rozpoznawalną, ale na pytanie, gdzie mogę znaleźć Babuszkę Agafię za każdym razem pojawiał się wielki znak zapytania: a szto eto? (może to mój rosyjski akcent:)) Rosja jest długa i szeroka i może tylko w Kaliningradzie jest tak mała znajomość marki. Nie wiem, ale chętnie się dowiem. System kontroli jakości w Rosji też pozostawia wiele do życzenia, a certyfikaty można sobie zapewne kupić. Nie zmienia to faktu, że większość kosmetyków, których miałam okazję używać, oceniam dość wysoko.
poniedziałek, 16 września 2013
Chcę pachnieć jak...
..kwiaciarnia, ale o tym za chwilę. Do tego posta przymierzam się właściwie od założenia bloga i ciągle wydaje mi się, że nie potrafię ubrać w słowa tego co chciałabym Wam przekazać. Dziś będzie znowu o zapachach. Bo dla mnie zapachy to sfera magiczna. Czuję, że jestem dużo bardziej wrażliwa na zapach niż inni. Niestety nie na tyle, żeby zostać perfumeryjnym nosem, a to zawsze było moim marzeniem. Pachnidło przeczytałam właściwie na jednym wdechu...Ciekawa jestem jaki jest wasz wymarzony zapach? Czym chciałybyście pachnieć? Wspominałam przy okazji postów o Aqua Allegoria (klik i klik), że uwielbiam zapachy inspirowane naturą. Takie, które opowiadają jakąś historię, a nie są mieszanką przypadkowych składników, które nijak ze sobą nie współgrają i nie przenikają się. Uwielbiam zapachy kwiatowe, ale niestety perfumiarzom ciężko oddać prawdziwy zapach frezji czy fiołka. Ostatnio zrobiłam sobie listę wszystkich zapachów, w których dominuje piwonia i niestety żaden koło piwonii nawet nie stał. Ale wróćmy do kwiaciarni. Wchodzę i wącham. Mokre zielone liście i uderzająca do głowy woń kwiatów, w której zawsze przebija się najmocniej pachnąca lilia. Jakiś czas temu zaczęłam poszukiwania. Na początku na podstawie składników (dużo kwiatów, dużo lilii, dużo zielonych nut), ale niestety nic nie przypominało kwiaciarni. Pomyślałam sobie, że pewnie takie perfumy nie istnieją, ale gdzieś zupełnym przypadkiem wyczułam TEN zapach na jakiejś kobiecie. Chciałam za nią pobiec, ale rozmawiała przez telefon. Poszukiwania przybrały na sile i wydaje mi się, że w końcu znalazłam coś, co nieśmiało przypomina kwiaciarnię.
poniedziałek, 9 września 2013
My Skin Routine, czyli jak wygląda pielęgnacja mojej problematycznej cery
Nie było mnie wieki na blogu. Zrobiłam sobie rachunek sumienia, ale mimo to i tak nie mogę znaleźć czasu na pisanie. Jak już znajdę wolny wieczór to leżę nieruchomo i zbieram się w jedną całość. Mam nadzieję, że wkrótce wszystko się unormuje. Na szczęście Monika ma za tydzień ważny egzamin, więc posty pojawiają się z większą częstotliwością...ah prokrastynacja:)
Etykiety:
absolutu organic,
acne camouflage,
aleppo,
Alicja,
Biochemia urody,
cera mieszana,
cera trądzikowa,
krem,
olej laurowy,
olej laurowy 40%,
olejek tamanu,
skin routine
wtorek, 20 sierpnia 2013
Lipstick Jungle!
Robiąc zdjęcia do tego posta, zdałam sobie sprawę, że większość moich szminek jest w tym samym lub zbliżonym kolorze. Oczywiście wkładając kolejną sztukę do koszyka jestem święcie przekonana, że to świetna okazja, bo przecież takiego koloru jeszcze nie mam, a jest mi bardzo potrzebny.
W swojej skromnej kolekcji mam 11 szminek drogeryjnych marek. Marzy mi się pomadka Estee Lauder Pure Color Red Velvet Matt. Byłam już w 2 Douglasach i Sephorze i nigdzie jej nie ma. Monika właśnie przeczesuje dla mnie rzymskie drogerie, ale bez rezultatu. Odczytuję to jako znak z niebios.
środa, 14 sierpnia 2013
Moja kolekcja Perfum
Uwielbiam zapachy. Zmysł węchu, często niedoceniany, dla mnie jest równie ważny jak wzrok. Zapachy potrafią wywołać więcej wspomnień niż zdjęcie. Mam perfumy, których używałam w różnych okresach mojego życia i nigdy więcej do nich nie wrócę. Nie chce, żeby mi spowszedniały. Są przypisane do tamtych momentów i chcę żeby tak zostało. Wydaje mi się, że jestem bardziej wrażliwa na zapachy niż większa część ludzkości. W sephorze czuję się jak w raju, a raz psiknięty zapach poznam na przypadkowym przechodniu:) Niestety moja głowa nie podąża za węchem i większość mocnych zapachów działa na mnie migrenogennie. Silnie wyczuwalne ambra, piżmo i jaśmin to killery, których niestety nie mogę nosić:( Wspominałam w jednym z pierwszych postów, że wydawało mi się, że nie jestem w stanie zdzierżyć wanilii w perfumach, ale kiedy zaczęłam analizować składy okazało się, że wszystkie ukochane zapachy mają w bazie wanilię. Dobra, do rzeczy, bo o perfumach mogłabym pisać elaboraty.
Moja kolekcja perfum:
piątek, 9 sierpnia 2013
My body's buring! Recenzja balsamów po opalaniu:)
Może nie powinnam się przyznawać, ale mój największy urodowy grzech to opalanie. Lubię się opalać i lubię swoje opalone ciało. Nie potrafię z tym walczyć i nawet nie chcę. Wiem, wiem. Opalanie to samo zło. Nie chodzę na solarium, nie palę papierosów, więc latem pozwalam sobie zgrzeszyć.
środa, 31 lipca 2013
Tanie vs. Drogie: Nars Orgasm/Sleek Rosegold. Swatch
Dziś po dwóch stronach ringu stają róże Nars Orgasm oraz jego tańszy odpowiednik Sleek Rose Gold. Orgasm to najlepiej sprzedający się róż Narsa, który bezsprzecznie urósł do rangi kultowego kosmetyku. Zdobywca wielu prestiżowych nagród, w tym: "Best Blush for Fair Skin & Fair to Medium Skin” 2013 InStyle "Best Beauty Buys”. Nic dziwnego, że inne firmy kosmetyczne prześcigają się w tworzeniu tańszej wersji Orgasmu. Wpisująć w google "Nars Orgasm Dupe", najczęściej wyskakuje właśnie Sleek Rose Gold, więc rozbierzmy te dwa róże na czynniki pierwsze:
piątek, 26 lipca 2013
DIY: Ombre Shorts!
Ombre jest wszędzie. Na włosach, sukienkach i spodenkach. Nie wiem czy wiecie, że zrobienie własnych szortów ombre jest banalnie proste i nie zajmuje dużo czasu:) Na pewno każda z nas ma kilka par jeansów, których nie mamy odwagi ani nosić ani wyrzucić (bo może znów będą modne...)
poniedziałek, 22 lipca 2013
Nars me Baby! podkład Nars Sheer Glow
Znaleźć podkład idealny jest chyba trudniej niż trafić szóstkę w totka. Szczególnie jeśli się ma cerę problematyczną tak jak ja. Mam skórę mieszaną, rozszerzone pory, skłonność do zaczerwienienia, różowienia i jeszcze okresowe (a ostatnio bardziej permanentne niż okresowe) wypryski. Jeśli jest coś jeszcze co można mieć, to ja na pewno to mam...Kiedyś nie nakładałam podkładu, teraz już nie mam wyjścia, choć paradoksalnie o skórę dbam dużo bardziej niż kiedyś. Winić za to mogę klimatyzację, która zawsze sieje spustoszenie na mojej twarzy.
wtorek, 16 lipca 2013
Guerlain: Aqua Allegoria cz.II
Poniżej krótki opis kolekcji Aqua Allegoria dostępnej w regularnej sprzedaży lub w szerokiej ofercie na serwisach aukcyjnych.
piątek, 12 lipca 2013
Guerlain: Aqua Allegoria, magiczny eliksir cz.I
Wydawało mi się, ze post będzie krótki, ale nie mogłam przestać pisać...podzieliłam go zatem na dwie części. W pierwszej części opiszę bazę kolekcji oraz perfumy wycofane ze sprzedaży, w drugiej z kolei zapachy, którymi wciąż możemy się cieszyć (klik!)
czwartek, 4 lipca 2013
Recenzja: NARS Bronzing Powder Laguna
Jako że Monika wytoczyła dwa potężne działa w postaci recenzji Chanel Les Beiges Poudre i Shimmer Brick Bobby Brown, ja nie pozostaję dłużna i przedstawiam Wam klasykę gatunku i zdobywcę wielu nagród kosmetycznych: NARS Bronzing Powder w kolorze Laguna. Dostępność i znajomość marki w Polsce jest dość ograniczona. Pojedyncze egzemplarze można znaleźć na allegro, ale cena skutecznie odstrasza. Na potrzeby tego wpisu zrobiłam mały wywiad środowiskowy wśród koleżanek o umiarkowanym zainteresowaniu kosmetykami i żadna z nich nigdy nie słyszała o Narsie.
sobota, 29 czerwca 2013
Let's blog beauty!
Pierwszy post zawsze jest trudny. W momencie, kiedy podejmujemy decyzję o pisaniu bloga, mamy już przynajmniej po kilkanaście pomysłów na różne posty. A na ten pierwszy post - żadnego. Dlatego po prostu przejdźmy do rzeczy!
Myśl o założeniu bloga kiełkowała w nas odkąd zaczęłyśmy pierwszą rozmowę o kosmetykach, czyli jakiś rok temu. To my - Alicja i Monika. Pracujemy w pewnej dużej korporacji farmaceutycznej. A ten blog jest formą terapii - rozładowaniem ekscytacji różnymi rzeczami, które stanowią dosyć istotny element naszej kobiecości . Obie lubimy czytać blogi - urodowe, makijażowe, modowe, włosowe. Obserwujemy, wymieniamy doświadczenia, testujemy. Do pewnego momentu to wystarcza, ale przychodzi czas, kiedy trudno nasycić się jedynie patrzeniem - przychodzi pokusa pisania, dzielenia się własnym doświadczeniem. Wiele razy, kiedy jednej z nas zdarzyło się kupić "coś ładnego", w głowie podświadomie powstawała recenzja. I chyba doszłyśmy do tego etapu, że mamy duuużo do powiedzenia. - zdążyłyśmy wydać setki (jeśli nie tysiące) złotych na kosmetyki, napisać dziesiątki recenzji, zrobić mnóstwo zdjęć i nigdy się nimi z nikim nie podzielić. Dziś jesteśmy szczęśliwymi posiadaczkami bloga. Same nie wiemy o czym będzie. Wiemy na pewno, że nie będzie o gotowaniu. Bo gotować nie umiemy. Kochamy za to kosmetyki. Wszystkie. Bez wyjątku... So let’s blog beauty!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















