Uwielbiam zapachy. Zmysł węchu, często niedoceniany, dla mnie jest równie ważny jak wzrok. Zapachy potrafią wywołać więcej wspomnień niż zdjęcie. Mam perfumy, których używałam w różnych okresach mojego życia i nigdy więcej do nich nie wrócę. Nie chce, żeby mi spowszedniały. Są przypisane do tamtych momentów i chcę żeby tak zostało. Wydaje mi się, że jestem bardziej wrażliwa na zapachy niż większa część ludzkości. W sephorze czuję się jak w raju, a raz psiknięty zapach poznam na przypadkowym przechodniu:) Niestety moja głowa nie podąża za węchem i większość mocnych zapachów działa na mnie migrenogennie. Silnie wyczuwalne ambra, piżmo i jaśmin to killery, których niestety nie mogę nosić:( Wspominałam w jednym z pierwszych postów, że wydawało mi się, że nie jestem w stanie zdzierżyć wanilii w perfumach, ale kiedy zaczęłam analizować składy okazało się, że wszystkie ukochane zapachy mają w bazie wanilię. Dobra, do rzeczy, bo o perfumach mogłabym pisać elaboraty.
Moja kolekcja perfum:



