Jeszcze nie wróciłam do siebie po wyjeździe na narty, więc zacznę dość lajtowo. Mimo wielkiego szału na piaskowe lakiery, ja jakoś szczególnie nie byłam/jestem nimi zachwycona. Szczególnie, że większość kolorów które widziałam, to odcienie niebieskiego i zieleni, czyli totalnie nie moja bajka. W sobotę jednak poszłam do Rossmanna z zamiarem wydania chociaż złotówki na kosmetyki (miałam tygodniowy odwyk w górach) i w oczy rzucił mi się piękny oberżynowy lakier ze złoto-czerwonym brokatem. Z dystansem podchodzę do brokatowych lakierów, ze względu na walkę ze zmyciem brokatu. Po ostatnim razie myślałam, że będę zmuszona moczyć całą dobę paznokcie w acetonie. Never ever again. Zrobiłam jednak próbę i lakier schodzi w miarę przyzwoicie. Uff.